środa, 28 listopada 2012

Zielona herbata



Witajcie Dziewczynki!


Dziiisiaj mam dla Was drugą porcję moich japońskich inspiracji w związku z zabawą u Domi. :) Nie wiedziałam za co by się tutaj zabrać i do głowy wpadł mi dwie myśli - zielona herbata i zielarka. Postanowiłam więc stworzyć zielarkę popijającą zieloną herbatę i tak oto makijaż nabrał zieleni... ;)



Dodatkowo odgrzebałam moją starą paletę z Sephory, którą wspominam dobrze tylko przez wgląd na fakt, iż była wymarzonym prezentem... Poza różami i kilkoma cieniami reszta jest koszmarnej pigmentacji. Jasne cienie to zupełne nieporozumienie i powiem Wam, że ta przygoda z marką Sephora sprzed dobrych kilku lat temu nadal budzi we mnie jakiś brak zaufania do ich produktów... 





Kosmetyki:

  • podkład L'oreal True Match Golden Ivory,
  • korektor L'oreal Touche Magique,
  • puder Bourjouis Healthy Mix 53,
  • róż ze wspomnianej wyżej palety Sephory,
  • Sleek Curacao,
  • cytrynowy cień z paletki no name,
  • biały mat MIYO,
  • czarna kredka no name,
  • tusz Essence I Love Extreme,
  • szminka L'oreal Neonic Orange,



Pozdrawiam! :)

wtorek, 27 listopada 2012

Dzienniak



Witajcie! :)



Dziś pokażę Wam makijaż, który traktuje jako 100% dzienniak. Jak już kilka razy wspomniałam lubię mocniejsze oko o każdej porze dnia i nocy, kreski, czarna linia wodna oka, oj taaak - to lubię. Postanowiłam jednak zrobić sobie dziś 'na złość' i zrezygnować z moich ukochanych eyelinerów i czarnych kredek. Przyznaję - o dziwo czułam się w nim dobrze, lżej. 





Kosmetyki:

  • podkład L'oreal Lumi Magique N4
  • korektor Essence I Love Stage,
  • puder Bourjois Healthy Mix vanilla,
  • cień L'oreal Magnetic Coral na powiekach, a także na polikach :)
  • cienie NYC island sunset,
  • złoty z paletki Sleek Oh So Special,
  • biały mat My Secret,
  • brązowa kredka MIYO,
  • tusz Rimmel Scandaleyes Extreme Black,
  • szminka Maybelline Colorsensational nr 103,



Pozdrawiam! :)

Zainspirowana Japonią.










Witajcie! :)

Ponieważ bardzo spodobała mi się zabawa na blogu Domi, postanowiłam do niej dołączyć. :) Ten tydzień przebiega w klimacie japońskim i w związku z tym starałam się nadać swoim licom japońskiego rumieńca... ;) 

Nie jestem do końca zadowolona z efektu, miałam problem ze światłem i z samymi zdjęciami, zastanawiałam się nawet czy wrzucać na bloga ten makijaż... ale stwierdziłam, że skoro już się nad nim napracowałam to niech sobie będzie... :) 




Kosmetyki:


  • podkład Maybelline Affinitone creamy beige + Bourjois Healthy Mix vanilla
  • korektor Essence I Stage + L'oreal Touche Magique,
  • puder Bourjois Healthy Mix vanilla,
  • róż Virtual nr 11,
  • cienie Sleek Curacao + Oh So Special,
  • biały mat MIYO,
  • eyeliner Rimmel Glameyes,
  • tusz Essence I Love Extreme, 
  • czarna kredka MIYO,
  • szminki Lovely 04 + Rimmel 021,

Pozdrawiam!


czwartek, 22 listopada 2012

na górze brązy, a na dole niebieskości!



Witajcie! :)



Tworząc ten makijaż myślałam o czymś, co nadawałoby się do noszenia zarówno na dzień, jak i na wieczorne wyjścia. Początkowo kolorystyka miała obejmować jedynie gamę łosi, koralu, brązu i czerni, ale kiedy już skończyłam górną powiekę dolna aż się prosiła o muśnięcie jakimś innym kolorem, a pod ręką były niebieskości... ;)



Makijaż powstać musiał, bo kiedy tylko dowiedziałam się o nie lada gratce w Rossmanie, a mówię tu o upuście na kolorówkę to oczywiście nie omieszkałam zrobić mini zakupów, a jak zakupy i nowe produkty to przecież trzeba je niezwłocznie przetestować! ;)
Jak na razie nabyłam wprawdzie tylko tusz Rimmela Scandaleyes Extreme Black, którego nigdy wcześniej nie używałam (ale duuuża szczota mnie do niego przekonała... :)), szminkę Maybelline w odcieniu delikatnego różu ( ostatnio mam hopla na punkcie takich kolorów) i eyeliner Rimmel Glameyes, bo jeszcze nie był w moim posiadaniu i ciekawość wzięła górę... ;) Po pierwszym użyciu jestem zadowolona, ale w głowie już snuję plany kolejnych 'łupów' z Rossiego... ;)






Kosmetyki : 

  • podkład Maybelline Affinitone + L'oreal Lumi Magique,
  • korektor L'oreal Touche Magique,
  • puder Maybelline Affinitone, 
  • róż Virtual nr 11,
  • bronzer L'oreal Glam Bronze dla blondynek ( standardowo w roli rozświetlacza :) )
  • paletka Sleek Oh So Scpecial i Bad Girl,
  • biały cień MIYO,
  • cień L'oreal Magnetic Coral,
  • brązowa i czarna kredka MIYO,
  • tusz Rimmel Scandaleyes Extreme Black,
  • szminka Maybelline Colorsensational nr 103,







środa, 24 października 2012

Delikatny turkus

 Witajcie!

Zauważyłam u siebie ostatnio tendencję do podświadomego wypierania jesieni ze świadomości, co obfituje nie tylko kolorowymi zakupami, ale i makijażem być może niekoniecznie w odcieniach typowo jesiennych... Moja dzisiejsza makijażowa propozycja zainspirowana jest niedawno zakupionym sweterkiem ( a odnosząc się do mojego braku akceptacji jesieni - ze wszystkich możliwych kolorów, a były one raczej stonowane wybrałam ten - najbardziej żywy... ;) )

Mam nadzieję, że Wy też nie dajecie się jesiennej aurze, która ( o zgrozo! ) zgodnie z ostatnimi prognozami może zmusić nas do noszenia grubszych swetrów, a kto wie może i czapek i rękawiczek. Brrr... ;)

Ps. Na jutro przygotowałam recenzję kremu Clarena Stem Cells, który dostałam jako testerka. I aż ciężko uwierzyć mi we własne szczęście - ledwo zalogowałam się na ofemini.pl , pierwszy raz zgłosiłam swoją kandydaturę do testów, a już zostałam wylosowana!  Szczęście o tyle spore, że krem baaardzo przypadł mi do gustu, ale o tym jutro. :)

Ściskam Was ciepło!

Kosmetyki:
  • podkład Rimmel Match Perfection 200 - soft beige,
  • korektor Essence I Stage,
  • puder Maybelline Affinitone 24 gloden beige,
  • bronzer Joko Marrakech Dream dla brunetek,
  • cienie - My Secret, paletka Sleek Curacao, L'oreal,
  • brązowa kredka MIYO,
  • błyszczyk Bell Air Flow,




piątek, 28 września 2012

prostota dnia codziennego.

Witajcie Dziewczyny!


Dzisiaj tak na szybko o makijażu, który idealnie pasuje na dzień. Przynajmniej moim zdaniem, ale co ja tam wiem, jestem uzależniona od mocniejszego oka... ;)
Makijaż nie jest nowy, stworzyłam go kiedyś na poczet pewnego konkursu, ale ponieważ uważam go za fajną propozycję na dzień postanowiłam go wykopać z zasobów pamięci mojego komputera. ;)






Mam nadzieję, że się Wam podoba. Wybaczcie zdawkowość i milczenie, ale od dłuższego czasu walczę z chorobą, która skutecznie wysysa ze mnie całą energię...

Pozdrawiam!

środa, 12 września 2012

bransoletkotwórstwo







Witajcie Dziewczyny!





Dzisiaj nietypowo nie wspomnę słowem ani o makijażu, ani też o żadnym kosmetyku, dzisiaj opowiem Wam, co lubię czasem robić wieczorami. :)
Wszystko zaczęło się jakiś czas temu, kiedy naszła mnie ochota by trochę pokombinować. Rozbroiłam wtedy starą skórzaną kurtkę i orientalną chustę z koralikami na części pierwsze i tak oto powstała pierwsza bransoletka. Spodobało mi się połączenie skóry z metalicznym błyskiem i dzisiaj stworzyłam trzecią już ozdobę w tym stylu. 
Starałam się Wam dokładnie pokazać, jak ją wykonywałam, ale uwierzcie mi jako nowicjuszka w fotografowaniu swoich poczynań trochę się z tym namęczyłam... ;) 
Całą zabawę rozpoczęłam od wybrania materiałów.
Bazą jest oczywiście kawałek starej skórzanej kurtki do którego dobrałam łańcuszek w srebrnym kolorze.
Zszyłam oba elementy ze sobą, przeplatając nić przez oczka łańcuszka.


Spojrzałam na efekt i postanowiłam coś dodać. W ręce wpadł mi kolczyk bez pary z drobnymi łańcuszkami, które z pomocą kombinerek szybciutko od niego odpięłam. 


Cieniutkie łańcuszki różnej długości przyszyłam tak by stanowiły centralny element bransoletki w kolejności od najkrótszego do najdłuższego. Na koniec przyszyłam zapięcie i założyłam na rękę. :)


Na koniec pokażę Wam jeszcze moje dwie poprzednie bransoletki. 
Szczególna sympatią darzę tą ze złotymi koralikami, którą stworzyłam jako pierwszą. :)


Mam nadzieję, że chociaż trochę zainspirowałam Was do własnoręcznego tworzenia biżuterii. To wielka frajda nosić coś, co same wykonałyśmy, a dodatkowo mamy pewność, że jest to unikatowe. 


Pozdrawiam,

Paula.

czwartek, 6 września 2012

niebieski makijaż i zielone liście cudownej rośliny!

Witajcie Dziewczyny!


Przybywam dziś do Was z nowym makijażem, a także z pewną poradą przede wszystkim dla tych z Was, które borykają się z podrażnieniami po goleniu nóg, tak jak i niestety ja... :(

Okazuję się, że jest dla Nas ratunek!
... ale o tym za moment, tymczasem przedstawiam Wam to, co ostatnio zmalowałam. :)

Bardzo lubię kolorowe makijaże, szczególnie tworzyć... ;) ponieważ na co dzień preferuje bardziej neutralny look. Pomyślałam jednak, że póki jeszcze kalendarzowe lato trwa można nasycić powieki niebieskościami i tak też właśnie uczyniłam. ;)

  • podkład L'oreal True Match odcień Rose Vanilla,
  • puder Bourjois Healthy Balance nr 53,
  • puder brązujący L'oreal Glam Bronze odcień dla blondynek, zastosowany jak zwykle jako roświetlacz :)
  • róż Virtual nr 11,
  • paletka Sleek Curacao,
  • pojedynczy cień MIYO matowa biel,
  • eyeliner Golden Rose,
  • czarna i brązowa kredka MIYO,
  • tusz Miss Sporty Pump Up Lash,
  • chińskie sztuczne rzęsy,
  • błyszczyk Wibo z różanej kolekcji,


A teraz czas na wspomniane ukojenie podrażnionych nóg i nie tylko...
Tym cudownym specyfikiem jest żel aloesowy!

Właściwości żelu z aloesu :


Oczyszczające, antyseptyczne, przeciwświądowe, przeciwgorączkowe, odżywcze, nawilżające, rozszerza naczynia krwionośne, oraz posiada właściwości przeciwzapalne i promujące rozrost komórkowy.


Ja po mój żel udałam się do sklepu zielarskiego, zależało mi na jak najwyższym stężeniu aloesu i jak najmniejszej ilości dodatkowych składników.

Żel, który posiadam jest produktem firmy Alter Medica.


Co mówi producent :

Aloe Vera Żel przeznaczony jest do pielęgnacji każdego rodzaju skóry, również wrażliwej. Zawiera naturalne składniki aktywne : wyciąg z aloesu, d-panthenol, allatoninę i glicerynę. Łagodzi stany zapalne i podrażnienia skóry wywołane czynnościami zewnętrznymi i wewnętrznymi. Wykazuje właściwości nawilżające, ściągające oraz regenerujące. Bezwonny, hipoalergiczny, szybko się wchłania, nie natłuczcza skóry.



W spisie działania wymienionym przez producenta czytamy, że żel :
  • łagodzi stany zapalne skóry,
  • niweluje podrażnienia m.in. na skutek golenia, depilacji,
  • przywraca naturalny proces odnowy naskórka,
  • chłodzi, niweluje uczucie pieczenia i świądu po ukąszeniu owadów,
  • łagodzi skutki oparzeń słonecznych,



Moja opinia :

Musze przyznać, że ten żel okazał się moim zbawieniem. Moja skóra bardzo źle reaguje na depilacje i golenie i niestety po każdym takim zabiegu była cała pokryta drobnymi czerwonymi kropeczkami, które m.in. uniemożliwiały mi odsłonięcie nóg tego samego dnia, kiedy doprowadzałam je do gładkości....
Producent proponuje nawet kilka aplikacji w ciągu dnia na wybrane partie ciała, jeśli zachodzi taka potrzeba. Poza podrażnieniami miałam kilka strupków, które nie mogły się wygoić, więc zgodnie z tą sugestią, trzy razy dziennie nakładałam na nie odrobinę żelu. Po kilku dniach stosowania wszystkie niemal zniknęły!
Oczywiście zdążyłam także przetestować żel zgodnie z pierwotnym zamysłem, czyli jako ulgę dla podrażnionych nóg iii... efekt mnie całkowicie zaskoczył!
Zaraz po goleniu pojawili się moi kropkowi (nie)przyjaciele, sięgnęłam po mój specyfik i dosłownie po 5 minutach nie było śladu po podrażnieniach!

Jestem całkowicie oczarowana działaniem tego żelu, dlatego gorąco go Wam polecam.

Ostatnie sugestie :
  • Żel raczej nie nawilży, a jeśli już to bardzo delikatnie. Ma to jednak swoje plusy - z powodzeniem można go nałożyć na twarz jako baza pod makijaż. 
  • Myślę, że aby efekty były naprawdę super ważna jest systematyczność,
  • Jest super wydajny, konsystencja żelu wpływa na łatwość aplikacji, wystarczy niewielka ilość.

A teraz kilka 'parametrów'... ;)

Cena - 12 zł ( nie wiem ile wynosi cena regularna, bo miałam szczęście i trafiłam w moim sklepie na aloesową promocję )

Pojemność - 150 ml

Naprawdę polecam!! :)

I serdecznie Was pozdrawiam!
Do napisania, do przeczytania! :)

Paula :)




piątek, 31 sierpnia 2012


Witajcie!

Przedwczoraj wybrałam się na wycieczkę po sklepach zielarskich w moim mieście ( posiadam jak się okazało całe dwa! ) w poszukiwaniu olejku tamanu. Niestety w żadnej go nie uświadczyłam, więc na pocieszenie zaopatrzyłam się w olejek pichtowy i ze słodkich migdałów  jako bazowy do tego pierwszego, a dodatkowo w wychwalaną maskę Biovax i maseczkę z czerwonej glinki... :)
Jeśli chodzi o olej pichtowy wykazuje on właściwości immunostymulujące (pobudza układ odpornościowy), a także silny wpływ przeciwgrzybiczny, przeciwroztoczowy, jak i przeciwbakteryjny. Mnie zależy na tej ostatniej właściwości, olej ma pomagać w walce z wągrami i rozszerzonymi porami. Pomyślałam sobie, że może warto wypróbować alternatywę naturalną, zamiast tych wszystkich Garnierowskich i nie tylko 'czystych skór', które bywa, że straszą składami...
Bardzo zainteresowała mnie maseczka z glinki czerwonej szczególnie, że już od dłuższego czasu stosuję tę Ziajowską. I znów pomyślałam o bardziej naturalnym wyborze i samodzielnym tworzeniu maski.

Na opakowaniu czytamy : maska z glinki czerwonej firmy CATTIER, konfekcjonowana przez firmę AFP w Polsce.

Opakowanie zawiera dwie paczuszki po 10g.

Cena 5,50 zł

Wskazania do zabiegu :  
  • cera tłusta, mieszana wrażliwa z problemami naczyńkowymi,
  • skóra wrażliwa z utratą jędrności,
  • skóra zniszczona i przesuszona,
  • dla kobiet i mężczyzn w każdym wieku,
Działanie: 

  • neutralizuje wolne rodniki,
  • redukuje zaczerwienienia i podrażnienia,
  • pobudza mikrocyrkulację,
  • oczyszcza skórę z toksyn,
  • napina i odpręża skórę,
  • długotrwałe głębokie nawilżenie i wzmocnienie,
  • ochrona DNA i wzmocniona odporność immunologiczna skóry,
  • przeciwdziałanie starzeniu skóry,
  • poprawa napięcia i kolorytu,
Proponowany przez producenta czas kuracji -  seria minimum 6 zabiegów raz w tygodniu, a następnie dla podtrzymania efektów raz w miesiącu.

Moje spostrzeżenia :

Uradowana zaraz po powrocie z zakupów przystąpiłam do działania.
Najpierw dokładnie oczyściłam twarz, następnie zabrałam się za tworzenie maski. Na opakowaniu zaproponowane jest rozrabianie proszku z dowolnie wybranymi olejkami i wodą. Ja użyłam oleju ze słodkich migdałów. Co ważne producent proponuje zużycie jednej saszetki na jedną aplikację, ale moim zdaniem połowa w zupełności wystarcza. Do połowy zawartości saszetki dodałam łyżkę oleju i tyle samo wody. Wymieszałam na jednolitą masę i nałożyłam na twarz.

Kolor jest znacznie intensywniejszy niż w przypadku maski z czerwoną glinką od Ziaji ( co od razu daje do myślenia na temat tego ile tak właściwie jest tej glinki w maseczce ). 
Zalecany czas trzymania maski na twarzy to około 15 minut. I tu uwaga! Należy pamiętać by maski nie doprowadzić do wyschnięcia, o co wcale nie trudno, bo już po 5 minutach czuć jak się zsycha. Ja by temu zapobiec spryskiwałam twarz wodą z buteleczki z atomizerem.

Po 15 minutach... 
Zmywanie nie jest trudne, twarz bardzo szybko staje się czysta, a dodatkowo zyskujemy :
  • ładniejszy koloryt skóry,
  • delikatne nawilżenie,
  • uczucie czystej skóry,
  • zero błyszczenia, zdrowy mat
Postaram się używać jej regularnie i dam Wam znać czy efekt jest warty sześciodniowego straszenia domowników ( tak, moja mama się mnie wystraszyła... ;) )



środa, 29 sierpnia 2012

błyszczący kącik.

Witajcie Dziewczyny!





Tytuł ma się tak samo do makijażu, jak i mojego obecnego nastroju...

Wczoraj skarżyłam się Wam na kradzież mojego kota i chyba dopiero dziś dotarło do mnie, że faktycznie go nie ma i raczej już nigdy nie będzie. I chociaż moja kocica pocieszyła mnie nowym 'narybkiem' to czuje się rozdarta i szczerze mówiąc jest mi po prostu smutno.
Chciałam oderwać myśli oglądając film i repertuar wybrałam sobie wprost brawurowo sięgając po 'ukamienowanie Sorayi M.', który trudną tematyką spowodował kolejne iskrzenie kącików... ( Szczerze polecam Wam ten film, poszerza horyzonty, opowiada prawdziwą historię i szokuje, że ukamienowanie nadal stanowi karę w wielu miejscach na świecie. )
Ostatecznie sięgnęłam po pędzle i oto efekty.







Kosmetyki, których użyłam:

  • podkład Bell Skin Correction System odcień Cappucino zmieszany z Affinitone Sand Beige ( jak większość z Was ruszyłam na Biedronkowe polowanie i z czystej ciekawości za kolosalną sumę 5 zł kupiłam ten podkład... ;) )
  • puder Hean Illumination w kolorze brzoskwini
  • róż Virtual 02
  • bronzer MF
  • kredki brązowa i czarna MIYO,
  • cienie Sleek Curacao
  • złoty cień w kremie Virtual,
  • tusz Miss Sporty Pump Up Lash
  • błyszczyk Bell Air Flow 






A żebyście nie myślały, że jestem tylko narzekającą sztywniarą...
'tapetowanie' w wersji zdystansowanej... ;)



Ps. a tak wygląda mój kotek pocieszacz. Wykapana panda! 


wtorek, 28 sierpnia 2012

Witajcie!

Po raz kolejny obiecywałam sobie znalezienie czasu w ciągu dnia na zmalowanie i sfotografowanie czegoś dziennego w dziennym świetle, wszyło z tego tyle, że znów stawiając na kolor malowałam wieczorem... ;)
To taka wariacja na temat koloru w tendencji nieco orient, bo tak się składa, że do orientu żywię wielki sentyment.














Kosmetyki: 
  • podkład Rimmel 
  • wake me up 203
  • puder Hean Illumination 6-brzoskwinia
  • bronzer Joko Marrakech dream dla brunetek
  • cienie Sleek Curacao i Oh So Special
  • czarna kredka Deborah
  • czarny eyeliner Essence
  • szminka Avon, odcień nude glitz





Dzisiejsze malowanie było malowaniem odciągającym myśli, bo po cudownym weekendzie, teraźniejszość dnia nieweekendowego przyniosła zaginięcie mojego ukochanego kota. Gwoli ścisłości nawet nie zaginięcie, co uprowadzenie! ( już kiedyś wrócił do domu wypachniony jakimiś perfumami) I szczerze mówiąc nie tylko nie mogę się z tym pogodzić, ale i nie rozumiem jak można zabrać komuś pupila, który chociaż nie nosi obróżki zdecydowanie wygląda na kota, który posiada właściciela...



środa, 22 sierpnia 2012

Witajcie Dziewczyny!





Mam nadzieję, że u Was również świeciło dziś słońce, którego wszyscy pragniemy tak zachłannie, szczególnie teraz kiedy lato powoli dobiega końca... U mnie grzało i to porządnie, a to przez większą część dnia sukcesywnie odbierało mi ochotę na nakładanie czegokolwiek na twarz. Na szczęście wieczory stają się coraz chłodniejsze, przez co i chęci na malowanie wracają... ;) 



Chcąc nadrobić braki w makijażu przez cały długi dzień postawiłam na coś mocniejszego i z racji nadal trwającego lata kolorowego. 
Ps. Zdjęcia z lampą nie są najwyższych lotów, za co z góry przepraszam...

Kosmetyki :

  • podkład L'oreal Lumi Magique W5,
  • puder Maybelline Affinitone odcień 03,
  • bronzer L'oreal Glam Bronze dla blondynek, którego ja używam jako roświetlacza,
  • bronzer MF odcień 01 Golden,
  • cieni z paletki Sleek Curacao,
  • czarnej kredki MIYO,
  • eyeliner Golden Rose Metallic czarny,
  • tusz MF 2000 calories,
  • szminka L'oreal Color Riche Neonic Orange,







wtorek, 21 sierpnia 2012

Rajstopowe wojny. ;)

Witajcie Dziewczyny!

Mimo ogromnych chęci, by ruszyć z blogiem 'z kopyta', ponad miesięczny brak internetu uniemożliwił mi działanie. Na szczęście już wszytko pod kontrolą, a z tej okazji mam dla Was porównanie dwóch produktów koloryzujących nogi, czyli tzw. rajstop w sprayu.
Jako że z natury jestem bladolica i ciężko jest mi się opalić, a dodatkowo nie lubię wylegiwać się na słońcu produkty tego typu to moja deska ratunku, kiedy chcę by nogi kusiły letnią opalenizną. :)




Pierwszy produkt to Sally Hansen Airbrush Legs.

Opakowanie. Tu w zasadzie niewiele mam do powiedzenia, poza jedną drobną uwagą - zatyczka! Jest fatalna, nie trzyma się opakowania przez co kilka razy odłączyła się, kiedy spray miałam w torbie. Na szczęście spray nie zdążył 'fuknąć', nawet nie chce myśleć jak wyglądałyby moje ubrania, które spakowałam na weekendowy wyjazd...



Kolor. Ja wybrałam medium, na pierwszy rzut oka jest dość ciemny, jednak ja zawsze dzień przed użyciem sprayu wspomagam się samoopalaczem, przede wszystkim po to aby kolor nóg nie odcinał się od reszty ciała. Po rozprowadzeniu stapia się ze skórą, ma też widoczne w słońcu bardzo delikatne drobinki ładnie rozświetlające skórę. Plus za naprawdę dobrą pigmentację w efekcie czego niewielka ilość daje zadowalający efekt.
Konsystencja. Lekka mgiełka, która przyjemnie otula nogi, nie brudząc niczego wokoło.
Trwałość. Aplikacje produktu staram się zacząć dopiero kiedy mam pewność, że uprzednio wsmarowany balsam dobrze się już wchłonął ( w przeciwnym razie efekt będzie znikomy, bo rajstopy nabiorą za dużego poślizgu i pojawią się smugi ). Jeśli zastosuję się do swojej reguły po kilku minutach mogę się spokojnie ubrać, uważając jednak nadal by przy mocniejszym tarciu nie ubrudzić ubrań. Efekt utrzymuje się cały dzień. Opaleniznę zmywamy bez większych problemów, chociaż mnie nadal przeraża widok pomarańczowej wody.. ;)
Wydajność. Kilka razy aplikowałam go na całe nogi, myślę, że zostało mi jeszcze około 1/3 opakowania. Jest zdecydowanie bardziej wydajny niż produkt o którym napiszę Wam za chwilę.

Pojemność. 75 ml

Cena. Bardzo zróżnicowana. Ja za swoje opakowanie dałam 28 zł ( kupowałam je w perfumerii PaaTal ), ale widziałam także za ponad 50 zł w Douglasie.

Słowem podsumowania - dobry produkt, warty polecenia, jeśli nie lubimy/nie możemy się opalić, a mamy ochotę pokazać ładne opalone nogi.


Drugi w kolejce jest produkt w7 Tights in a Tin.


Opakowanie. Ten sam problem, co z Sally Hansen - niesforna zatyczka!


Kolor. Nieco ciemniejszy chociaż i tu postawiłam na odcień medium. Niestety wpada on mocniej w pomarańcz i daje nieco sztuczny efekt.
Konsystencja. Lekko wodnista, trudniej aplikuje się spray na nogi, dodatkowo szybko zasycha więc trzeba się spieszyć w rozsmarowywaniu, bo w przeciwnym razie pojawią się smugi...
Trwałość. Podobna do Sally, tu również należy uważać na silniejsze pocieranie, bo można nabawić się jaśniejszej plamy. Pod koniec dnia mogą pojawić się niewielkie zabrudzenia na ubraniu, szczególnie jeśli przylega ono do ciała.
Wydajność. Opakowanie jest większe, a mimo wszystko spray zużywa się szybciej, by osiągnąć zadowalający efekt należy nałożyć go solidniej niż pierwszy. Myślę, że spowodowane jest to konsystencją, a także samym atomizerem, który pyli szerzej, ale 'byle jak'.

Pojemność. 125 ml

Cena. 14 zł w perfumerii PaaTal.

Słowem podsumowania. Jeśli wahacie się między tymi dwoma produktami, polecam Sally Hansen. W7 mimo niskiej ceny, zostało znokautowane w tym pojedynku, najbardziej za odcień i wydajność. Lepiej dopłacić i cieszyć się naprawdę udanym produktem.

Na koniec jeszcze jedno starcie rajstop... ;)